Scroll Top
81322bbe883b744505496624edd5431a9a8643972bf96697705758720e69adaf_max

Józef Piłsudski

Józef Piłsudski

Święto Niepodległości z Józefem Piłsudskim…

Kiedy Polska przetrwa? Jak urządzić rząd bez przymiotników dla całej Polski? Kiedy jest kryzys parlamentaryzmu? Poczytajmy, wszystko aktualne…

  • Wywiad z „Tygodnika Ilustrowanego” z 6 stycznia 1917. Józef Piłsudski był wtedy jeszcze „Panem Brygadierem”. Oto jak wypowiadał się o możliwości zaistnienia niepodległej Polski:

„Jednolitość mogłaby być osiągnięta, gdyby grupy polityczne, które się teraz pojawiły, rozporządzały większą sumą znajomości wzajemnej. Pomiędzy ludźmi politycznymi Polski istnieje nieprzebyta ściana, złożona z podejrzeń, obaw wszelakich i uprzedzeń, a nawet starych porachunków. Polacy pomiędzy sobą są, niestety, wrogami nieubłaganymi. Jest to dziwna struna psychiczna, która stała się naszą właściwością, naszą cechą organiczną. Gdyby ta właśnie struna osłabła, postulat jednolitości stałby się natychmiast możliwym”.

„Ogólnie jednak panuje przekonanie o niższości polskiej w stosunku do wszelkich państwowych zagadnień. Mówi się ustawicznie, że potrzebujemy pomocy obcej, ze musimy odrzucić zagadnienia zbyt trudne. Wskutek tego przewiduję w państwowym życiu Polski wielkie trudności do zwalczenia. Poważnymi przeszkodami w budowie państwa polskiego będzie: nasza abnegacja państwowa i nasza apaństwowa kultura.”

Pytany, czy przyszłość trzeba w związku z tym widzieć w czarnych barwach odparł:

„Sądzę, że nie i to z dwóch powodów. Przede wszystkim istnieje pracująca za nas historia. (…)  Los nas wyręcza. Po wtóre istnieje także ze strony samych Polaków bardzo dużo tęsknoty do ładu i porządku, opartego na samym sobie. Ta tęsknota niewątpliwie istnieje we wszystkich sferach naszego społeczeństwa. Wojna, która przewaliła milionowe armie w jednym i drugim kierunku, zostawiła takie ślady  i przewróciła tyle ustalonych i ustalanych pojęć, że mimo woli zrodziła się u ludzi tęsknota, aby ustaliło się to nareszcie w jakiś sposób, aby to było nareszcie polskie ustalenie. (…) Własną samodzielność naród nasz musi zdobyć za wszelką cenę. Uleczyć swoje choroby, poprawić złą budowlę, zdrowe rzeczy wznosić może tylko samo społeczeństwo. Można korzystać z nauk obcych, ze zdobyczy, które świat wytworzył, a które nas ominęły. Ale musimy umieć to w dalszym ciągu przerabiać. Polska musi sama się rozwinąć, musi czym prędzej objawić niezmożoną chęć rozwoju. Inaczej stać się może igraszką losu.”

 

  • „Poprawki historyczne” spisywał Piłsudski od końca grudnia 1930 do końca marca 1931 r. na Maderze i traktował jako „próbę odśmiecenia historii mojej osoby”. Oto fragment „Uwag do pamiętników Daszyńskiego”, dotyczący powrotu do Warszawy – z Berlina wyjechał Piłsudski 9 listopada 1918 późnym wieczorem, do Warszawy przyjechał 10 listopada o godz. 7 rano.

„Doskonale pamiętam dzień 10 listopada, jako pierwszy dzień mojego pobytu w Warszawie. Cały ten dzień spędziłem na ulicy Moniuszki i starałem się choć trochę poorientować w sytuacji w Warszawie, choć trochę chwycić fakty z całej długiej przestrzeni czasu, kiedy ja byłem w Magdeburgu, najzupełniej izolowany od Polski; a czułem, że stosunki pomiędzy ludźmi, nawet mnie bliskimi, zupełnie się zmieniły. Przy tym cały czas drzwi się nie zamykały; wbiegali najrozmaitsi ludzie, żeby na mnie choć popatrzeć, choć słowo do mnie przemówić. Przychodziły różne delegacje z mowami, odbywała się pod balkonem manifestacja, do której musiałem wychodzić. I to wszystko odbywało się po dzikich wrażeniach nagłego zwolnienia mnie z Magdeburga z powodu wybuchu rewolucji w tym mieście, po nagłych berlińskich wrażeniach i po wybuchu rewolucji w stolicy Niemiec i po długiej niespanej nocy, spędzonej w wagonie w extra pociągu, którym mnie z Berlina odesłano do Warszawy. (…) Drugi dzień cały, zatem 11 listopada, poświęciłem przede wszystkim na zorganizowanie choć jakiejkolwiek pomocy sobie w pierwszych moich krokach i na jakim takim zorientowaniu się w sytuacji możliwie w całym kraju. (…) Z tych skąpych jednak informacyj zdążyłem zrozumieć, że mam  w Polsce co najmniej już cztery rządy; jeden z nich był w Warszawie w postaci umierającej i wchodzącej do grobu Regencji, drugi był w Krakowie, oparty na patencie cesarza Karola i złożony z posłów do zaginionego już parlamentu wiedeńskiego. Rząd ten opierał się więc na kondominium z zagasłym już rządem austriackim, chociaż wojsko było jakoby w rękach pułkownika Rosji, na którego mogłem liczyć śmiało. Trzecim był rząd ludowy i lubelski, który chciał objąć zarządzeniami byłą okupację austriacką. Czwartym wreszcie był rząd Soldatenratu w Poznaniu, do którego wchodzili i przedstawiciele Polski. Piątym wreszcie byłem  ja sam, który chciał urządzić rząd bez żadnych przymiotników dla całej Polski.”

I to się Piłsudskiemu udało. Jak?

Czytaj:

8 listopada 1918. Piłsudski wraca z Magdeburga 

 „Ni z tego, ni z owego była Polska na pierwszego” 

Józef Piłsudski na koniu pozuje Wojciechowi Kossakowi do obrazu.
Józef Piłsudski na koniu pozuje Wojciechowi Kossakowi do obrazu. NAC
  • Wywiad w „Nowym Kurierze Polskim” z 29 kwietnia 1926 r., czyli tuż przed zamachem majowym, o kryzysie parlamentaryzmu:

„Wtedy zaś, kiedy zaczęła się choroba, to jest zanik podziału między tym, co jest władzą wykonawczą, a władzą, sądzącą tę władzę, musiało zaniknąć poczucie sprawiedliwości, gdyż nie ma jej tam, gdzie nikt za złe czynności nie odpowiada. To jest charakterystyczna cecha kryzysu parlamentaryzmu wszędzie. Powstaje wówczas jak gdyby zabawa  w próby rządów całkiem nieodpowiedzialnych i z konieczności formują się wtedy tylko mafie i konwentykle, ze stałymi z ich strony próbami siadania do rządu, tylko cokolwiek inaczej, niż poprzednio. Jest to stan, który demoralizuje to, co jest rządem, i to, co jest sądem. Musi powstać w takim wypadku coś w rodzaju nierządu, którym jakoby Polska zawsze stała. (…) U nas kryzys parlamentaryzmu zaznacza się bardziej niż w innych krajach, dlatego że naród cały – powracając do niepodległości – związał za dużo nadziei z tym, co my nazywamy sejmami, i dlatego z większą goryczą niż gdzie indziej odczuwamy doznany zawód. (…) Cóż – zagadnienie dyktatury stawało przede mną tyle razy… Ja jednak twierdzę, że w ramach konstytucyjnych praca silnego rządu da się uskutecznić, tylko trzeba uczynić wszystko, by skończyć ze złymi zwyczajami sejmowymi. Albowiem złe zwyczaje sejmowe są gorsze od złej konstytucji.”

Posty powiązane

error: Content is protected !!