Niedostępność na stacjach paliwowych czy sprzedaż z ukrycia wyjściem z sytuacji rosnącego spożycia alkoholu?
Fot. Duy Nod z Pixabay
Niedostępność na stacjach paliwowych czy sprzedaż z ukrycia wyjściem z sytuacji rosnącego spożycia alkoholu?
Fot. Duy Nod z Pixabay
PTG: Koncerny paliwowe kontra mały handel
Stacje benzynowe chcą chronić swój biznes kosztem polskich przedsiębiorców.
Gdy zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach paliw znalazł się w projektach zmiany Ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN) wystąpiła z inicjatywą wprowadzenia w Polsce bezwitrynowej sprzedaży alkoholu.
Ma ona obejmować cały handel bez wyjątku, w zamian za możliwość dalszej sprzedaży napojów alkoholowych na stacjach paliw.
Więcej:
Alkohol nie musi być eksponowany – koncepcja sprzedaży bezwitrynowej na stacjach benzynowych
Pomysł bez precedensu w Europie
Sprzedaż bezwitrynowa alkoholu to rozwiązanie, które nie występuje w żadnym europejskim kraju. Wbrew temu, co sugeruje POPiHN nie ma jej również w Estonii, gdzie alkohol sprzedawany jest po prostu na wydzielonych, ale nie zakrytych stoiskach. Podobnie jest w Polsce w przypadku większości napojów alkoholowych, poza piwem. Nie wiadomo więc, jaki wpływ na rynek będzie miało rozwiązanie forsowane przez sektor paliwowy. Wiadomo jednak, kto na tym rozwiązaniu może zyskać, a kto najwięcej straci.
Mały handel zapłaci najwięcej
Największym przegranym bezwitrynowej sprzedaży alkoholu będzie handel, a dokładnie mali, polscy przedsiębiorcy, dla których implementacja rozwiązania to kolejna kłoda w prowadzeniu działalności i dodatkowe koszty. Zmiany będą wymagały nakładów finansowych (wymiana szaf, lodówek, produkcja i montaż przesłon), jeszcze bardziej zmniejszą konkurencyjność małego handlu względem marketów czy dyskontów oraz wydłużą czas obsługi klienta, a to przełoży się na mniejszą rentowność tych sklepów.
– POPiHN w imię ochrony interesów branży paliwowej próbuje odwrócić uwagę opinii publicznej od postulowanego zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych i forsuje sprzedaż bezwitrynową, która nie jest stosowana nawet w krajach o najbardziej restrykcyjnej polityce alkoholowej – mówi Jaromir Ćwikła, dyrektor ds. prawnych Polskiego Towarzystwa Gospodarczego (PTG). – Sytuacja, w której organizacja reprezentująca głównie międzynarodowe koncerny paliwowe lekką ręką rzuca pomysły uderzające w małych, polskich przedsiębiorców, jest absolutnie niedopuszczalna – dodaje.
Działanie na pokaz
Dyskusja o zakazie sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych wynika z realnych konsekwencji społecznych, które ta sprzedaż powoduje, w tym wypadków drogowych powodowanych przez nietrzeźwych kierowców. To właśnie na stacjach paliw, przy okazji tankowania samochodu robimy nieplanowane zakupy pod wpływem impulsu, chwili. Jeśli więc mówimy o zmniejszeniu skali zakupów impulsowych alkoholu, to właśnie stacje benzynowe wymagają w pierwszej kolejności wprowadzenia zmian. Może branża paliwowa zamiast narzucać zasady dla całego handlu sama u siebie wdroży mechanizm sprzedaży bezwitrynowej, nie tylko na trzech stacjach pilotażowych?
Prawo dla pozoru
Nie można też zapominać o kwestiach praktycznych wdrożenia pomysłu POPiHN w życie. W jaki sposób egzekwować przepisy dotyczące zasłaniania napojów alkoholowych, choćby w supermarketach? Kto miałby kontrolować, czy klient po obejrzeniu butelki i odłożeniu jej na półkę ponownie ją zasłonił? Jeśli nie, czy sklepom za brak zasłonięcia półek będą groziły kary? Jeśli tak, to jakie? Kto będzie tego pilnował, kto to będzie sprawdzał?
– Przepisy prawa powinny być przede wszystkim racjonalne i możliwe do egzekucji. Bezwitrynowa sprzedaż alkoholu w całym handlu jest rozwiązaniem pozornym, które ma na celu zabezpieczenie interesów tych, którzy postulują jej wprowadzenie, z pominięciem jakichkolwiek konsultacji z branżą handlową. Taka pijarowa wydmuszka – konkluduje Jaromir Ćwikła z PTG.
Źródło informacji: Polskie Towarzystwo Gospodarcze; PAP MediaRoom














