Aktywny rolnik – biurokracja nie dotyczy włączania papierowych dokumentów do systemu internetowego ARiMR?
Fot. Jerzy z Pixabay
Aktywny rolnik – biurokracja nie dotyczy włączania papierowych dokumentów do systemu internetowego ARiMR?
Fot. Jerzy z Pixabay
Co ma „aktywny rolnik” do dopłat bezpośrednich? A do KRUS?
Czy przygotowana przez rząd ustawa pomoże aktywnym rolnikom, czy stanowi dodatkowe utrudnienie dla tych najmniejszych?
Bo to im będzie najtrudniej wywiązać się z nowych obowiązków o charakterze biurowym (by nie powiedzieć: biurokratycznym).
Debata sejmowa nad projektem wskazuje, że przeświadczonych o zaletach projektu jest niewielu.
Za – koalicja, przeciw – opozycja. I mało rzeczowych argumentów – poza tą wybijającą się przynależnością do frakcji.
Skupmy się nie na deklaracjach, ale na zbijaniu – lub nie – argumentów przeciwników.
Będzie tylko dodatkowe obciążenie
To argument przeciw. Wysunął po poseł Krzysztof Ciecióra (PiS), mówiąc:
– Ustawa pod pozorem walki z patologiami wprowadza masowy obowiązek udowadniania aktywności i nakłada ciężar na setki tysięcy realnych gospodarstw, przede wszystkim gospodarstw rodzinnych. Zacznijmy od faktów. W systemie dopłat jest ok. 1,2 mln wniosków rocznie. Jednocześnie, według danych przytaczanych w materiałach rządowych, przypadki negatywnej weryfikacji w kampanii w 2024 r. dotyczyły 69 podmiotów. To pokazuje jedno: że państwo nie rozwiązuje masowego problemu fikcyjnego zgłaszania wniosków, tylko buduje nowy system, które będzie dotyczył tych, którzy gospodarują normalnie. Będą oni musieli podwójnie udowadniać to, że gospodarują.
Zdaniem posła, te dodatkowe obowiązki uderzą zwłaszcza w najmniejszych rolników:
– Coroczne gromadzenie dodatkowych dokumentów, sprawozdawanie się, co uderzy w gospodarstwa bez hodowli, z nieregularną sprzedażą, z produkcją na lokalny rynek, z uproszczoną księgowością, czyli dokładnie w tę część polskiego rolnictwa, która jest najbardziej wrażliwa na biurokrację i koszty.
A to część niebagatelna. Zważywszy, że w przyszłej WPR będzie mniej środków na rolnictwo o 80 mld zł, według posła chodzi o ograniczenie dostępu do dopłat:
– To wszystko pokazuje, że macie świadomość tego, że tych pieniędzy na dopłaty będzie mniej, będą niższe i już teraz trzeba wprowadzić system ręcznego sterowania tym, kto te dopłaty może otrzymać. Chodzi o wyeliminowanie setek tysięcy gospodarstw rolnych, żeby po prostu nie obciążały niższego systemu dopłat, który, jak obecnie przewidujecie, wejdzie w życie.
Argument „za” przekonywal, że nowe obowiązki to drobiazg dla rolnika
Wysunęła go poseł Bożenna Hołownia, zabierając głos w imieniu klubu poselskiego Polska 2050.
– Oczywiście pewnym problemem jest, jak w przypadku wszystkich naszych ustaw, język tej ustawy. Trudno czasem w pierwszym podejściu zrozumieć, o co chodzi, ale to nie dotyczy tylko tego aktu prawnego. Natomiast wydaje mi się, że stwierdzenie, że nasi rolnicy sobie z tym nie poradzą, jest jednak dość krzywdzące. Mamy w tej chwili nowoczesnych rolników, świat się zmienia, Polska się zmienia, wszyscy stajemy się bardziej świadomi biurokracji i przepisów, i wszystkiego. W związku z tym myślę, że to jest po prostu krzywdzące dla polskich rolników.
Mała precyzja ustawy
Na to, że projekt ustawy forsowanej przez rząd zostawia zbyt duże możliwości uregulowania sytuacji w rozporządzeniach wskazał też poseł Krzysztof Ciecióra.
– Dodatkowo, co jest najbardziej niebezpieczne, szczególnie w kontekście obecnego kierownictwa ministerstwa rolnictwa, projekt przedstawia ministrowi bardzo dużą możliwość kształtowania reguł w rozporządzeniu, w tym progów i szczegółów weryfikacji. Rolnik będzie więc żyć w niepewności, czy za rok albo dwa próg nie zostanie podniesiony, a definicja nie stanie się bardziej restrykcyjna. To rodzi pytania o standardy unijne, które gwarantują obiektywne i niedyskryminujące definicje, jeśli chodzi o rolników, skoro wprowadzacie innymi drzwiami większe ryzyko sporów i chaosu interpretacyjnego.
Jakiś rodzaj odpowiedzi na ten argument (albo jej unikania) można znaleźć w deklaracji wygłoszonej przez posła Kazimierza Plocke:
– Z kolei rząd premiera Donalda Tuska podejmuje działania, aby stworzyć podstawy do zbudowania sprawiedliwego systemu wsparcia polskich gospodarstw rolnych. Zachęcam was do spokojnej i merytorycznej pracy. Polska wieś potrzebuje stabilizacji, a nie politycznej awantury. Nowa definicja aktywnego rolnika to więcej pewności, stabilności i sprawiedliwości. To impuls dla rolników, którzy chcą inwestować i produkować zdrową i bezpieczną żywność.
Nie przekonało to posła Witolda Tumanowicza.
– Projekt przewiduje wpis do ewidencji producentów informacji o statusie rolnika aktywnego i wprowadza możliwość weryfikacji aktywności poprzez koszty lub przychody – mówił. – Jednak katalog dokumentów, które mają potwierdzać aktywność, nie został określony w ustawie, ma powstać dopiero w rozporządzeniu ministra. To oznacza, że szczegółowe zasady przyznawania wsparcia będą mogły być zmieniane w drodze aktu wykonawczego bez realnej kontroli parlamentu. Obawiamy się, że przepisy mogą być krokiem w kierunku nadmiernej biurokracji, gdzie decyzja o tym, kto jest rolnikiem aktywnym zawodowo, w dużej mierze zależeć będzie od administracyjnej woli urzędników, a nie od faktycznej pracy rolnika. Tego rodzaju rozwiązania mogą rodzić konflikty i wątpliwości prawne, zwłaszcza wobec mniejszych gospodarstw rodzinnych, które działają często w niestandardowej formie, niewpisującej się w sztywne ramy kosztów lub przychodów.
Poseł Ryszard Wilk był tego samego zdania:
– Musimy więc jasno powiedzieć: ten projekt to więcej papierów, więcej obowiązków, więcej dowodów, a mniej zaufania do rolników. Jeżeli celem było odfiltrowanie fikcyjnych rolników, można było to zrobić dużo prościej. Jeżeli celem jest dołożenie kolejnej warstwy administracji, no to projekt bardzo dobrze się w to wpisuje. Rolnicy potrzebują wsparcia i jasnych zasad, a nie kolejnego systemu, który mogą zrozumieć dopiero po konsultacji z księgowym i swoim prawnikiem.
Rolnicy stracą swój status – i możliwość ubezpieczania się w KRUS
Taki argument wytoczył poseł Norbert Jakub Kaczmarczyk.
– Marszałku! Wysoka Izbo! Panie ministrze oraz panie pośle Rzepa, uczepię się tego KRUS-u, dlatego że uspokajacie państwo rolników, że nie wypadną z KRUS-u, ale przytoczę tutaj definicję. KRUS może wyłączyć rolnika z ubezpieczenia, jeżeli gospodarstwo jest trwale nieuprawiane, grunty są oddane w dzierżawę, rolnik nie wykonuje żadnych prac rolnych oraz rolnik podlega innemu ubezpieczeniu. Tłumaczycie w komisjach, że aktywny rolnik nie odnosi się do KRUS-u. To tak, jakby lekarz w jakiś sposób podchodził do pacjenta tylko jednostkowo, wybiórczo, a nie całościowo, holistycznie. Jeżeli KRUS nie będzie sprawdzał, kto jest aktywnym rolnikiem, to tak naprawdę będzie organizacją przestępczą. KRUS będzie decydował się na to, by wykluczać rolników, i będzie decydował, ilu ich zostanie. Jednocześnie co się stanie z samą instytucją, co się stanie z KRUS-em, co się stanie z Kasą Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego, jeżeli wypadnie z niej kilkaset tysięcy rolników?
Minister spokojny
Odnosząc się do debaty i pytań posłów minister Stefan Krajewski powtórzył swoje deklaracje co do zamiaru wykluczenia z systemu tylko rolników nieaktywnych zawodowo.
– Żadnego wykluczenia małych gospodarstw, pod warunkiem że są one aktywne – zapewniał.
I tak odpowiadał posłowi Kaczmarczykowi:
– Poseł Kaczmarczyk – KRUS, odrębne przepisy. Oczywiście będziemy zabiegać o to, żeby nikt w żaden sposób nie był wykluczony, kto tę działalność prowadzi. Jest też ubezpieczenie na wniosek. Panie pośle, dziękuję za troskę, akurat to są właśnie głosy, które wnoszą coś do tej dyskusji.
Była to odpowiedź merytoryczna czy tylko pusta deklaracja?
Albo takie zapewnienie ministra, że nie będzie konieczności żadnego gromadzenia papierów, wygłoszone do poseł stawiającej zarzut nadmiernej biurokracji:
– Pani poseł, nie będzie żadnych dodatkowych papierów, bo wszystko działa przez Internet. Wnioski są elektroniczne, to tyle, żeby pani przynajmniej wiedziała, jak wygląda obsługa wniosków.
Minister – często kierujący podczas swojego wystąpienia uwagi personalne do posłów opozycji, podsumował swoje wystąpienie (a i debatę – wystąpienie posła sprawozdawcy Jarosława Rzepy dotyczyło raczej procedowanej równolegle ustawy o sprzedaży ziemi) takim stwierdzeniem:
– Kończąc, szanowni posłowie PiS-u, powiem, że obrażacie mnie tu bardzo często, określenia są bardzo różne. Ja zwracam się do was po nazwiskach, nie po przezwiskach, nikogo tutaj po przezwisku nie atakowałem, nie wspominałem żadnych rekwizytów, z którymi możecie być kojarzeni, i nie będę tego robił. Ale to mnie nie powstrzyma, żeby przygotowywać kolejne doniesienia do prokuratury na wasze działanie, zaniechanie, przekroczenie uprawnień. To się dzieje każdego dnia. I zobaczycie, co jeszcze ujrzy wieś, rolnictwo, jak o nich dbaliście. O swoich kolesi, którym przez 8 lat napełniliście pełne kieszenie złotem.
Poprawek nie zgłoszono, głosowanie dziś. I raczej wszystko w ręku prezydenta, a nie Sejmu.
Czytaj też:
Protest przeciwko Mercosur pod Sejmem – a w Sejmie „aktywny rolnik”














