Czy MSZ może pomóc w rozwiązywaniu problemów polskiego rolnictwa?
Fot. PublicDomainPictures z Pixabay
Czy MSZ może pomóc w rozwiązywaniu problemów polskiego rolnictwa?
Fot. PublicDomainPictures z Pixabay
Czy polityka zagraniczna zajmuje się rolnictwem?
We wczorajszym wystąpieniu sejmowym Radosława Sikorskiego, ministra spraw zagranicznych, o zadaniach polskiej polityki zagranicznej w 2025 roku słowo „rolnictwo” padło jeden raz.
– Wspieranie bezpieczeństwa w Afryce to wsparcie lepszego życia dla setek milionów jej mieszkańców. Młode społeczeństwa afrykańskie szybko się rozwijają w wielu dziedzinach, nie tylko w rolnictwie, ale także na polu telekomunikacji, logistyki i usług bankowych – mówił minister.
Odnosząc się do planów ministra posłowie nawiązywali jednak do potrzeb polskich rolników – głównie w kontekście handlu zagranicznego, ale nie tylko.
– Jeżeli chodzi o kwestię uzbrojenia, której pan minister poświęca tak wiele czasu, szczególnie apologii inicjatyw unijnych… Zobaczymy, co z tych inicjatyw wyjdzie poza eurozadłużeniem – mówił poseł Krzysztof Bosak. – Bo zadłużenie i cięcie innych wydatków już są pewne. Te pieniądze nie zostaną wyczarowane z powietrza. One zostaną zabrane z wydatków na politykę spójności, z której Polska korzystała, być może ze wsparcia rolnictwa i zostaną przesunięte na obronność, a to, czego zabraknie, zostanie zaciągnięte w formie zadłużenia, które będziemy spłacać.
Jak zauważył również:
– Jeżeli chodzi o Afrykę, Amerykę Łacińską, właściwie nie padł żaden przykład ani projektu, ani państwa, z którym chcielibyśmy wspólnie coś zrobić.
Posłowie szybko skomentowali fakt opuszczenia ław rządowych przez ministra.
Poseł Anna Gembicka pytała:
– Mam pytanie do pana ministra spraw zagranicznych, choć równie dobrze mogłabym zapytać, czy ten resort w ogóle jeszcze funkcjonuje, bo wobec dwóch największych międzynarodowych zagrożeń dla polskiego rolnictwa, umowy z Mercosurem i napływu towarów rolnych z Ukrainy, ministerstwo zachowuje się jak widz na trybunach, a nie gospodarz, który ma obowiązek bronić polskich interesów.
Pytania związane z Mercosur miał nawet poseł rządzącej koalicji.
– Chciałbym dowiedzieć się, jakie będą działania polskiej dyplomacji w zakresie ratyfikacji tej umowy i czy uchwała rządu z listopada ubiegłego roku będzie dobrą podstawą dla polskiej dyplomacji, żeby kwestię ratyfikacji tej umowy zakończyć w jedną albo w drugą stronę. Druga sprawa dotyczy wspólnej polityki rolnej. Chciałbym się dowiedzieć, na jakim etapie są negocjacje w zakresie propozycji nowej polityki rolnej po 2027 r. Jakie priorytety polskiej prezydencji zostały zaakceptowane przez państwa członkowskie na tym etapie negocjacji? – pytał poseł Kazimierz Plocke.
Poseł Dariusz Piontkowski dopytywał:
– I bardziej współczesne pytanie, dotyczące zboża ukraińskiego na polskim rynku. Niedługo będzie podejmowana decyzja w tej sprawie, w którą stronę Polska idzie, czy będzie chroniła polskich rolników.
Według ministra Sikorskiego problem napływu zboża i towarów z Ukrainy sam się rozwiązał.
– Ukraina wygrała bitwę morską na Morzu Czarnym, szlak żeglugowy i handlowy przez Bosfor – mówiłem zresztą o tym w exposé – działa, więc Ukraina swoje zboże wysyła tam, gdzie zawsze wysyłała, czyli do Egiptu i do Chin. I ten problem się po prostu sam rozwiązał.
Nic groźnego nie dostrzega minister także wobec umowy UE-Mercosur.
– Obecnie czekamy na propozycję Komisji Europejskiej tekstu porozumienia z Mercosur. Trwa tłumaczenie tekstu na języki narodowe. Przypominam, że w uchwale z 26 listopada zeszłego roku Rada Ministrów sprzeciwiła się wynikom dotychczasowych negocjacji w obszarze rolnictwa, co jasno określa stanowisko rządu.
Głos z sali skomentował: – Nie wie, co podpisali.
Minister ripostował:
– Panie pośle! Panie były wiceministrze! Pan wie, że traktaty muszą być przetłumaczone na języki narodowe.
Poseł Paweł Jabłoński wskazywał na długi czas tego tłumaczenia: – Panie ministrze, 4 miesiące?
– Gdyby to były tylko 4 miesiące… Umowa stowarzyszeniowa z Ukrainą była tłumaczona 18 miesięcy. Gdyby była krócej tłumaczona, może by tej wojny nie było. Naprawdę. Ale pan zna te procedury, w każdym razie powinien pan znać. Mam nadzieję, że czegoś się pan w MSZ-ecie nauczył.
Taka wypowiedź wywołała gwar na sali, a poseł Paweł Jabłoński skomentował:
– Coś tu nie gra.
Poseł Radosław Fogiel miał wątpliwości: – To tłumacze doprowadzili do wojny, a nie Putin?
Prowadząca obrady wicemarszałek wezwała (posłów) do większej dyplomacji.
A minister podkreślił swoje zainteresowanie Afryką:
– To nie tylko eksplozja demograficzna, ale też tam, gdzie byłem, np. w Zimbabwe, to świetne rolnictwo, spotkałem nawet polskich farmerów w Zimbabwe. To też oczywiście olbrzymie bogactwa naturalne i dlatego będę to kontynuował. Byłem też w Egipcie. Europa powinna mieć mocną pozycję w Libii, a przynajmniej nie dopuścić do zdominowania tego kraju przez Rosję – Rosja przerzuca sprzęt z Syrii do Libii. Będziemy tu aktywni.
Niestety minister nie wyjaśnił, czy ta aktywność przełoży się na efekty handlu. Nawet zaczął odpowiadać na dotyczące tego pytanie, ale coś odwróciło jego uwagę i nie dokończył:
– Pan Krzysztof Bosak – brak informacji o polityce handlowej. Przyjmuję. Jeśli do czasu mojego następnego exposé, jeśli takie będę miał, wojna u granic ustanie, to polityka handlowa… – powiedział tylko.
Pozostaje więc czekać na rozwój wydarzeń – w tym na głosowanie nad wnioskiem PiS o odrzucenie informacji ministra.














