Scroll Top
ziemniaki ręka

Sprzedaż prosto z pola rozwiązaniem sytuacji rynkowej dla rolników?
Fot. Pexels z Pixabay

Sprzedaż prosto z pola rozwiązaniem sytuacji rynkowej dla rolników?
Fot. Pexels z Pixabay

Desperacja, solidarność, dramat, uczciwość i sposoby na wyjście z trudnej sytuacji

Jesień to nie zawsze sama radość ze zbieranych plonów. Tegoroczna okazała się dla wielu rolników równie trudna, jak przednówek.

Posłowie często w oświadczeniach mówią o rolnictwie – zwykle o lokalnych wydarzeniach, tematach mniej istotnych, aby mogły stać się przedmiotem poselskiej debaty. Jesienią często jest to temat dożynek organizowanych w różnych miejscowościach – będących okazją do dziękowania rolnikom za ich pracę.

W tym roku mamy obok tego także wystąpienia podsumowujące nietypową sytuację w rolnictwie.

Poseł Bartłomiej Dorywalski (Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość) wygłosił wczoraj w Sejmie takie oświadczenie:

– Pragnę zwrócić uwagę na problem, który nie powinien mieć miejsca w XXI w. w Polsce, kraju, który przez wieki stał rolnictwem. Rolnicy, którzy przez cały rok ciężko pracowali na swoich polach, obecnie zmuszeni są rozdawać swoje plony za darmo. Bo ich sprzedaż jest po prostu nieopłacalna. Papryka, ziemniaki, inne owoce ich pracy są pozostawiane na polach lub rozdawane, by się nie zmarnowały. To nie jest gest dobroci. To akt desperacji. Widzimy, jak ludzie organizują się, by pomóc rolnikom. Zbierają plony, płacą tyle, ile mogą, by choć trochę wesprzeć gospodarzy. To piękny obraz solidarności. Ale to nie oni powinni brać odpowiedzialność za system, który zawiódł. To państwo powinno zapewnić rolnikom godziwe warunki do pracy i życia. Dziś rolnicy nie proszą o jałmużnę. Oni domagają się szacunku i sprawiedliwości. Domagają się, by ich praca była doceniana i wynagradzana. Domagają się, by ich plony nie były marnotrawione, ale trafiały do polskich domów po uczciwej cenie. Bo jeśli pozwolimy, by ciężka praca poszła na marne, jutro może nie być już komu siać, zbierać ani karmić narodu. To nie dramat jednego gospodarza. To dramat całej naszej ojczyzny.

Poseł Magdalena Filipek-Sobczak (Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość) przekazała podobną refleksję:

– Na polach w całej Polsce marnują się tony doskonałej żywności. Rolnicy rozdają swoje zbiory lub sprzedają je po 20 czy 30 gr za 1 kg, bo koszt produkcji przewyższa koszt sprzedaży. Cebula, papryka, ziemniaki, wszystko to, co jeszcze niedawno było symbolem polskiego rolnictwa, dziś gnije na polach. Rolnicy, którzy przez cały rok ciężko pracowali, nie mają żadnego wsparcia ze strony państwa. W sklepach sieciowych ta sama cebula kosztuje 3 czy 4 zł, ale te pieniądze nie trafiają do rolnika. Trafiają do pośredników i zagranicznych koncernów, które dyktują ceny, a rząd bezradnie przygląda się z boku. Zamiast bronić rolników, rząd dokłada im kolejny cios i akceptuje politykę Unii Europejskiej, która otwiera granice dla taniego importu z Ameryki Południowej. Umowa z Mercosur to zagrożenie dla polskiego rolnictwa, dla naszej wołowiny, dla mleka, dla bezpieczeństwa żywnościowego całego kraju. Dlatego domagam się natychmiastowych działań:

— uruchomienia skupu interwencyjnego dla kluczowych produktów rolnych,

— wprowadzenia klauzul lustrzanych w handlu międzynarodowym, tak by importowana żywność podlegała tym samym rygorom co produkcja w Polsce,

— ochrony dochodów producentów przed wyzyskiem sieci handlowych i pośredników,

— całkowitego odrzucenia umowy Mercosur.

Polska wieś nie potrzebuje pustych deklaracji, tylko uczciwej ceny za swoją ciężką pracę i realnej ochrony ze strony państwa.

Z kolei poseł Bronisław Foltyn (Klub Poselski Konfederacja) miał takie oto wątpliwości:

– Siedzę, patrzę i nie mogę wyjść z podziwu, że po tych wszystkich dopłatach do paliwa rolniczego – 2 mld zł, dopłatach do produkcji w ramach programów UE – 8 mld zł, dopłatach do zwalczania chorób zwierząt – 800 mln zł, dopłatach za szkody po burzach, deszczach i mrozach – 2,7 mld zł, dopłatach do emerytur – 10 mld i jeszcze tych wszystkich KOWR-ach, ARiMR-ach i innych funduszach – ok. 50 mld zł komukolwiek w Polsce jeszcze chce się cokolwiek siać, produkować i hodować. Bez tych wszystkich dopłat rolnictwo w Polsce nie przetrwałoby nawet jednego dnia, gdyby przyszło konkurować z rolnikami spoza UE. To wszystko pic na wodę, fotomontaż. Czy nie lepiej byłoby po prostu znieść tę całą unijną biurokrację, limity, dopłaty, programy i pozwolić rolnikom w Polsce robić to, co robią rolnicy na całym świecie? Przecież zamiast zabierać w podatkach te 70 mld zł jednym tylko po to, żeby dać drugim, można by te pieniądze przeznaczyć np. na obniżkę cen paliwa dla wszystkich albo po prostu zostawić te pieniądze w kieszeniach Polaków. Dokąd my w tej całej UE zabrnęliśmy?

Poseł Artur Szałabawka (Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość) widzi rozwiązanie problemów bliżej:

– Ten rząd kłamie rolnikom prosto w twarz. Mówią, że Mercosur nas nie dotknie, a każdy, kto żyje z ziemi, wie, że to nieprawda. Polska wieś już teraz umiera: plony sprzedawane są poniżej kosztów produkcji, warzywa i owoce – pozostawiane na polach, bo koszt zbioru przewyższa zysk. Sadownicy i ogrodnicy patrzą na plony, których nie opłaca się zbierać. Co mogą? Załamać ręce albo płakać. Zamiast realnej ochrony rynku – puste obietnice, półśrodki i polityczne gry pod dyktando tych, co chcą zniszczyć samowystarczalność spożywczą Polski. To nie pomyłka, to świadoma zgoda na rozmontowanie polskiej produkcji rolnej. Nie oszukujcie polskiej wsi. Nie okłamujcie Polaków. Polska wieś oczekuje prawdy oraz odpowiedzialności. Jeśli rząd będzie dalej udawać, że nic się nie dzieje, nie ma legitymacji do rządzenia. Stop patowładzy – podajcie się do dymisji.

Posty powiązane

error: Content is protected !!