Indie posiadają największe liczebnie stada bydła na świecie, są 5 producentem i czwartym światowym eksporterem
Fot. Pexels z Pixabay
Indie posiadają największe liczebnie stada bydła na świecie, są 5 producentem i czwartym światowym eksporterem
Fot. Pexels z Pixabay
Dlaczego umowa UE-Indie ma drugie dno i kogo tak naprawdę wspieramy?
Polityka celna prowadzona przez administrację amerykańską była przez wielu krytykowana z uwagi na jej negatywne konsekwencje dla światowego handlu.
Z pozoru prowadzona była chaotycznie i niekonsekwentnie. Należy oczywiście zgodzić się z tym, że cła nie są dobrym rozwiązaniem i w dłuższej perspektywie przynoszą więcej szkód niż korzyści. Nie można jednak nie zauważyć, że jeśli celem amerykańskiej polityki celnej miało być wprowadzenie niepewności i chaosu, to cel ten został osiągnięty. Najlepszym przykładem są szybkie i nerwowe działania Komisji Europejskiej: przyspieszenie w kwestii umowy z krajami Mercosur oraz deklaracja zawarcia do końca tego roku umowy z Indiami, która otworzy unijny rynek na kolejne produkty spożywcze, między innymi mleczne i mięsne. Można byłoby nazwać to poszukiwaniem innych rynków zbytu wobec nieprzewidywalnej postawy USA, jednak przeczy temu zawarcie porozumienia dopuszczającego amerykańską wieprzowinę na rynek europejski. Jednak najbardziej znamienna jest umowa z Indiami, która pod względem geopolitycznym może być najbardziej doniosła.
Unia Europejska zawiera umowę z jednym z najważniejszych partnerów handlowych Rosji. Oczywiście największą rolę odgrywa tu ropa naftowa, jednak według danych pochodzących z raportu Interfax, wymiana handlowa produktami rolnymi pomiędzy Rosją a Indiami wzrosła w 2024 roku aż 1,6-krotnie, osiągając rekordowy poziom 3,5 miliarda dolarów. Co robi Europa? W tym samym momencie chce nakładać nowe, słuszne, sankcje na Rosję i jednocześnie wspiera jednego z jej najważniejszych partnerów handlowych. Europejscy rolnicy zaś po raz kolejny postawieni są przed faktem dokonanym i mamieni obietnicami, że wsparcie dla europejskiego rolnictwa i jego rozwoju pozostaje niezmienne.
– Jestem zdania, że tak szybkie deklaracje mogą znów odbić się negatywnie na europejskiej branży rolnej – twierdzi Wiesław Różański, prezes Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego. – Według danych Eurostat wymiana handlowa pomiędzy Europą i Indiami jest korzystna dla tych ostatnich. W 2024 roku Europa sprowadziła produkty spożywcze i rolne o wartości 3,18 miliardów euro, zaś Europa wyeksportowała towary warte blisko 6-krotnie mniej. Informacje jakie docierają do nas ze źródeł medialnych, powołujących się na wysoko postawionych urzędników w Brukseli, dotyczą tego, aby w ramach planowanej umowy utworzyć certyfikaty pochodzenia, a więc także i jakości (EU-India Geographical Indications), które postawiłyby produkty rolne z Indii na równi z najlepszymi europejskimi produktami posiadającymi np. Chronione Oznaczenie Geograficzne, ale również z produktami, które posiadają akredytowane przez Komisję Europejską, oznakowanie krajowymi systemami jakości. Są to informacje nieoficjalne, jednak mrożą one krew w żyłach.
Według prezesa UPEMI to właśnie wysoka jakość europejskich produktów rolnych, w tym także mięsnych, jest praktycznie ostatnią deską ratunku, która może podtrzymać i rozwijać konkurencyjność polskiej i europejskiej branży mięsnej. Wprowadzenie i uznanie nowego rodzaju certyfikatów na produkty pochodzące z kraju, który oficjalnie sprzeciwia się polityce dotyczącej ochrony środowiska prowadzonej przez Unię Europejską zakrawa na szaleństwo. Zastrzeżenia może budzić również wspomniany wcześniej fakt, że Indie i Rosja mają bardzo ścisłe relacje handlowe.
– To kolejny bezpiecznik usunięty z systemu mającego na celu zabezpieczenie przyszłości europejskiego rolnictwa – mówi Różański. – Rosja, jeden z najważniejszych partnerów handlowych Indii, to coraz istotniejszy gracz na azjatyckich rynkach rolno-spożywczych. Według danych przedstawianych przez stronę rosyjską jej eksport wieprzowiny na rynki zagraniczne wzrośnie nawet o 30% i może osiągnąć wartość 1 miliarda dolarów. Rosja staje się więc coraz istotniejszym graczem na światowych rynkach. Jeśli chciałbym spekulować, to poczekajmy na aferę z rosyjską wieprzowiną, która przez Indie dotrze do Europy. Indie to źródło tańszych produktów z uwagi na niskie koszty pracy i nieograniczone zasoby siły roboczej. Ponadto sami urzędnicy Komisji Europejskiej zaznaczają, że umowa ma przede wszystkim na celu wsparcie eksportu europejskiego przemysłu motoryzacyjnego i obniżenia ceł na wina i alkohole. Choć mówi się przede wszystkim o negatywnym wpływie na europejską branżę cukrową, nie należy nie doceniać siły indyjskich hodowców. Wystarczy spojrzeć na dane. W 1992 roku eksportowano mniej niż 4% wołowiny. W 2021 roku wartość ta wzrosła do 15%, a w 2022 roku do 32%. Indie posiadają największe liczebnie stada bydła na świecie, są 5 producentem i czwartym światowym eksporterem. Indie są również 3 największym producentem jaj i 7 producentem drobiu na świecie. Nieprawdziwe są również stwierdzenia, że indyjskie rolnictwo jest mocno rozdrobnione. Analizy dostępnych raportów rynkowych pokazują, że mamy do czynienia niejako z dwoma branżami. Jedną, na potrzeby rynku krajowego, gdzie konsumuje się niewiele wołowiny i drugą nowoczesną, scentralizowaną i nastawioną na eksport. Przykładem jest Allana Group z rocznymi przychodami na poziomie 2 miliardów dolarów.
Eksperci UPEMI są zdania, że szybkość działania nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem. Umowa EU-Indie ma zaś dodatkowe obciążenie w postaci ścisłych relacji handlowych Indii z Rosją, której ta sama Unia Europejska chce ograniczyć możliwość dostępu do rynków międzynarodowych. Można więc znów mieć więcej pytań niż odpowiedzi, a skutków umowy dla europejskiego rolnictwa nikt nie jest wstanie przewidzieć. Niepewność zaś jest najgorszą prognozą dla przetrwania i rozwoju każdej branży gospodarki.
Źródło informacji: UPEMI














