Protest 9 stycznia w Warszawie. Na tablicy napis: Co nas czeka?
Fot. MP
Protest 9 stycznia w Warszawie. Na tablicy napis: Co nas czeka?
Fot. MP
Krajewski zaklina rzeczywistość
A dokładniej „aktywnego rolnika” – i szuka do tego poparcia organizacji rolniczych. Czyżby jakieś złe przeczucie?…
Więcej o ustawie o „aktywnym rolniku”:
Na godz. 9.30 wyznaczono w MRiRW konferencję pod tytułem: „Projekt ustawy <Aktywny rolnik> w oczekiwaniu na podpis Prezydenta RP – konferencja prasowa ministra Stefana Krajewskiego z udziałem przedstawicieli organizacji rolniczych”.
Tymczasem wiele osób zastanawiało się, czy prezydent nie ogłosi swojego weta wcześniej. Bo nie wydaje się, aby był mu bliski rodzaj myślenia o przyszłości i pozycji polskiego rolnika widoczny w ustawie o „aktywnym rolniku”.
Ale do kolizji terminów nie doszło.
Obok ministra stanęli (późno, bo późno, konferencję rozpoczęto dobre pół godziny po czasie – czyżby na kogoś czekano?) na konferencji prasowej przedstawiciele kilku związków i organizacji (czy wszystkich zaproszono? Czy nie wszyscy przybyli? Nie wiadomo. Wiadomo, że wielu zabrakło).
Stanęli i apelowali, a jakże.
A najgłośniej sam minister.
Dopłaty powinny trafiać do rolnika
Bo przecież już poprzednicy z PiS, także ci dziś doradzający prezydentowi, zapowiadali, że spowodują, że dopłaty będą trafiały do rolników, a nie do właścicieli ziemi – jak zresztą od lat wymagają tego przepisy, także unijne.
O faktycznych wymogach przepisów, w tym unijnych, więcej:
I minister apelował do prezydenta o podpisanie ustawy (bo to „naprawdę dobry projekt”), a podpisy pod jego apelem mieli złożyć (między innymi, jak zaznaczył minister, podkreślając, że to aktywnie działające organizacje) przedstawiciele KRIR, ZMW, stowarzyszenie „Oszukana Wieś” i Zamojskie Towarzystwo Rolnicze, Związek Sadowników RP, Związek Zawodowy Centrum Narodowe Młodych Rolników, ZZ Rolników Ruch Młodych Farmerów, ZZRiOW Regiony, KZSM-ZR, ZZR Ojczyzna, PFHBiPM oraz PZHiPBM.
Przewodniczący KRIR Wiktor Szmulewicz domagał się podpisu pod ustawą, jako realizującą wieloletnie postulaty rolników. Ustawę określił jako „bardzo trudną” – chociażby z racji obaw o ingerowanie w prawo własności. Ale przecież przez rok nawet najmniejsi właściciele jeszcze dopłaty otrzymają. A nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi. Przez rok można zaplanować, jak zatrzymać ludzi na wsi i przygotować programy socjalne – snuł plany przewodniczący. Przewodniczący liczył też bardzo na rozporządzenia do ustawy (od kilku dni ich projekty są, ale nie wydaje się, aby były potrzebne i zmieniające sytuację, co warto w tym miejscu zauważyć, ale czego przewodniczący nie omówił). Przewodniczący chwalił ministra za otwarcie na dyskusję – na dziś najważniejsze, że własność prywatna pozostaje święta, jak deklarował.
Prezes ZMW, Szymon Migoń, dał wyraz nadziei, że dopłaty będą trafiały do rolników rzeczywiście pracujących na ziemi, a zmiany pokoleniowe będą się dokonywały, bo młodzi rolnicy będą czuli się bezpiecznie i otrzymają wsparcie państwa.
Leszek Hądzlik, prezydent PFHBiPM, powtórzył za poprzednikami, że dopłaty muszą trafiać do tych, którzy zajmują się produkcją, a szczególnie do hodowców. A „styk niesprawiedliwości” wyjątkowo wybrzmiewa na południu kraju – nieformalna dzierżawa nie może gwarantować największych zysków. I też liczył na naprawienie ustawy, jeśli pokażą się nieprawidłowości.
Podobnie myśli Marcin Gryn, reprezentujący aż dwie organizacje – „Oszukaną Wieś” i Zamojskie Towarzystwo Rolnicze. Bo najgorsza jest niepewność i bałagan, a rolnicy nie wiedzą, na czym gospodarują. A ustawa pomoże uregulować te problemy, natomiast rozporządzenie uszczegółowi regulację. I młody człowiek reprezentujący te organizacje opowiedział się za postępem.
Dziennikarze pytali o stosunek ministra do zapowiedzianych na jutro protestów rolników, podnoszących problematyczny stan rolniczego rynku i wskazujących na braki unijnej interwencji. Minister stwierdził, że polski eksport produktów rolno-spożywczych rośnie (wartościowo) i jest duża (2 mld) nadwyżka eksportu nad importem. Większość eksportu kierujemy na unijny rynek. Silna Polska w silnej UE to właściwy kierunek – zapewnił. I dodał, że po rolniczych protestach naprawiono Zielony Ład. Dziś też nie ma innego kierunku – i nie mają racji ci, którzy podpalają Polskę i podważają sojusze. Faktycznie, koszty produkcji są wyższe, głównie z powodu cen energii. Przewag konkurencyjnych dziś nie mamy, może się tym stać wytwarzanie energii przez rolników – ale to wymaga czasu i mądrych rozwiązań, które są przygotowywane (w zakresie biogazowni w szczególności). Jak zapewniał minister przynajmniej.
O planie B – który miałby zadziałać w efekcie prezydenckiego weta – minister nie chciał mówić, bo ma nadzieję. A jak nie będzie podpisu, to zostajemy na starych zasadach – stwierdził wreszcie. I wyraził brak akceptacji dla tych, którzy kwestionują rozwiązania, ale wcześniej nie zgłaszali poprawek do projektu.
Krajowy Związek Spółdzielni Mleczarskich Związek Rewizyjny, ustami zastępcy prezesa Wiesława Żebrowskiego, zaapelował do prezydenta o porzucenie obaw, że stracą na ustawie mali posiadacze – i wygłosił zapewnienie, że mali posiadacze nie stracą na „aktywnym rolniku”. Fikcją jest, że działające gospodarstwo ma obecnie ok. 10 ha (tyle wynosi średnia), gospodarstwa są większe, bo małe gospodarstwa wydzierżawiono – i słusznie, bo trzeba łączyć gospodarstwa. – Panie prezydencie, zrobi pan wszystko, żebyśmy byli duzi i silni i mogli konkurować na rynkach światowych – apelował.
A ministerialna rzecznik prasowa zrezygnowała z zapowiadanego wcześniej zabrania głosu. Czyli powiedziano już wszystko, co do powiedzenia mieli zgromadzeni przedstawiciele ministerstwa i organizacji rolniczych. Oczywiście tych, które przyszły na konferencje, dając podparcie ministrowi. Bo przecież nie tylko poparcie.
Teraz pozostaje czekać na prezydenckie weto. I zastanawiać się, co jeszcze trzyma ministra Krajewskiego na stanowisku – w końcu zapowiadano, że jego flagowym programem jest właśnie „aktywny rolnik”. Nie wypalił. Czas zwinąć flagę i zabrać fajerwerki. I grabki i balię też.
Czas zrobić coś dla rolników.
Może znaleźć dobry i działający skutecznie sposób na to, aby dopłaty trafiały rzeczywiście do rolników uprawiających ziemię, a nie tylko posiadających ją?
Czytaj też:
Stefan! Uwolnij rolnika














