Jak sprawić, aby pies nie miał pieskiego życia?
Fot. Mabel Amber z Pixabay
Jak sprawić, aby pies nie miał pieskiego życia?
Fot. Mabel Amber z Pixabay
Pies bez uwięzi?
Po raz kolejny nad problemem psich łańcuchów i kojców pochyla się Sejm.
W 2013 roku przyjęto ustawę zobowiązującą właścicieli do trzymania psów nie dłużej niż 12 godzin na łańcuchu dłuższym niż 3 metry. Przepis uznawany jest za nieweryfikowalny, stąd dążenie do całkowitego wykluczenia uwięzi.
Tym razem debata dotyczy projektu od roku złożonego w Sejmie przez posłów, reprezentowanych przez poseł Katarzynę Marię Piekarską.
Więcej o projekcie:
Projekt trafił do Komisji Nadzwyczajnej do spraw ochrony zwierząt, wycofano go natomiast z Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
– W sumie możemy się zastanowić, jak to jest, że mamy XXI w., a ciągle jeszcze, choć wieś się bardzo zmienia, można zobaczyć na polskiej wsi takie obrazki psów na bardzo krótkich łańcuchach – mówiła w Sejmie poseł Piekarska. – Czy pies na łańcuchu to jest pies cierpiący? Moim zdaniem nie ulega to wątpliwości. Pies na łańcuchu pozbawiony jest możliwości swobodnego ruchu. Łańcuch często ogranicza ruchy zwierzęcia, ta uwięź często jest zbyt ciężka, co prowadzi do rozmaitych zwyrodnień. Latem łańcuch nagrzewa się, a zimą przyjmuje temperaturę otoczenia. Częste są też wrastające w szyję obroże – dodała.
Alternatywą ma być kojec.
– Otóż projekt przewiduje ustalenie minimalnej powierzchni kojca. Zakłada, że na jego terenie ma znajdować się buda, której powierzchni nie wlicza się do powierzchni kojca. Ustalono, że minimalna powierzchnia kojca będzie wynosić od 10 m2 do 20 m2 i będzie uzależniona od wielkości zwierzęcia. Tu trzeba podkreślić, że te przepisy dotyczą wyłącznie zwierząt utrzymywanych poza lokalami mieszkalnymi i posesjami, gdzie mogą samodzielnie się poruszać, a zatem dotyczą tych zwierząt, które na co dzień były przypięte łańcuchem – stąd te normy powierzchniowe i one muszą pozwalać zwierzęciu na choćby częściowe realizowanie potrzeb gatunkowych.
Wyjątki mają dotyczyć „transportu czy wizyt u weterynarza, zabiegów pielęgnacyjnych, wystaw czy przypadków, kiedy np. zwierzę stanowi zagrożenie”.
Posłowie PiS zgłosili poprawkę zmierzającą do zmniejszenia kojców i regulującą zapewnienie wymaganego ruchu poza kojcem (spacer dwa razy dziennie?).
Poseł Marek Suski miał wątpliwości:
– Jak pani poseł przedstawiła ten projekt, to można powiedzieć: projekt dobry, ale z drugiej strony jest pytanie, co jest celem, a co jest pretekstem tego projektu, bo z jednej strony tak, jestem całym sercem za tym, żeby te psy nie były na łańcuchu, nie były dręczone. Ale też czy rzeczywiście obywatela można nakazami, zakazami, kontrolami i karami zmusić do zmiany mentalności? Myślę, że jednak edukacja jest tutaj najważniejsza, bo same rygory niczego nie zmienią. Poza tym, jeśli popatrzymy na to, kogo ten projekt dotyczy, a kto został wyłączony… Ci, co mieszkają w miastach, w blokach, są wyłączeni, czyli będzie chodzić kontrola, może jakieś trójki będą chodzić po wsiach ze stoperem i z miarką i będą mierzyć, ważyć. Mam propozycję, żeby po prostu nie wylewać dziecka z kąpielą, bo wasze lewackie pomysły polegają na tym, że tak: dzieci nienarodzone chcecie zabijać, a psy chcecie chronić, ścigając rolnika, bo tak naprawdę będzie to dotyczyło tylko mieszkańców wsi, bo ci w miastach są wyłączeni spod tej kontroli. Mam wiele zastrzeżeń. Tu jest wiele nielogiczności, bo z jednej strony w prywatnym domu ktoś będzie musiał mieć duży kojec, a już w schroniskach te normy nie obowiązują. A dlaczego? Bo schroniska prowadzą te organizacje, które będą biegać po kontrolach z policją i próbować karać tych obywateli. Ale oczywiście popieramy pomysły ograniczenia łańcuchów.
Intencje projektodawców tak tłumaczyła prowadząca obrady wicemarszałek Dorota Niedziela:
– Jeżeli zwalniamy psy z łańcucha, to proszę nie mówić, że w mieście tego nie robimy, tylko robimy to na wsi. Jeżeli ktoś w mieście trzyma psa na łańcuchu, to też będzie musiał zbudować kojec. (…) Uwalniamy psa od łańcucha. Jeżeli długość łańcucha wynosi 3 m, to pies ma do dyspozycji ok. 20 m2. Zmieniamy przepis dotyczący łańcucha, nie zmieniamy natomiast zasady co do tego, że trzeba dodatkowo budować. Pomieszczenie i tak będzie. Bardzo proszę o niemanipulowanie takimi kwestiami, bo to naprawdę nie służy dobrze.
Wątpliwości tak zebrał poseł Jarosław Sachajko:
– Omawiany projekt ustawy w obecnym kształcie jest wadliwy i grozi poważnymi konsekwencjami społecznymi oraz gospodarczymi. Pod pozorem poprawy dobrostanu zwierząt nakłada się na obywateli nieproporcjonalne obowiązki finansowe i administracyjne, które w praktyce doprowadzą do masowego porzucania psów, wzrostu ich bezdomności i zagrożenia bezpieczeństwa publicznego. Projekt wprowadza minimalne powierzchnie 10–20 m2, które są nierealne finansowo dla wielu właścicieli psów. Na marginesie dodam, że pozwala się na sprzedawanie ludziom, których nie stać na mieszkania, apartamentów o wielkości 9 m2 i to jakoś posłom nie przeszkadza. Koszt kojca o powierzchni 6 m2 wynosi od 1500 do 3000 zł, a większe kojce będą dla wielu osób nieosiągalne. Skutkiem będzie rezygnacja z posiadanego psa i porzucanie zwierząt, zamiast poprawy ich losu. Konieczność zgłaszania budowy kojca i przechodzenia przez procedury administracyjne zniechęci wielu właścicieli. Należy wprost zwolnić kojce, woliery i infrastrukturę pomocniczą z obowiązku zgłaszania i pozwolenia na budowę. Ustawodawca pomija fakt, że wielu właścicieli psów nie będzie w stanie ponieść kosztów budowy kojca. Należy wprowadzić mechanizm dofinansowania z nawiązek sądowych oraz środków publicznych dla gmin, aby realnie umożliwić wykonywanie obowiązku, zamiast karać obywateli.
I chociaż poseł domagał się gruntownego przepracowania projektu, wszystko wskazuje na to, że jutro będzie głosowanie nad jego przyjęciem.
Vacatio legis ma wynosić rok.
Trzeba dodać, że – co podkreślali posłowie – Ministerstwo Rolnictwa brało czynny udział w pracach nad projektem. Na ile owocny?
– Wszyscy kochamy zwierzęta. Kochamy je, chcemy je traktować zupełnie tak, jak by to byli nasi przyjaciele, ludzie itd. Chciałem na końcu, w ramach konkluzji powiedzieć, szanowni państwo, że rolnik polski kocha swoje zwierzęta. Rolnik polski traktuje zwierzęta jak przyjaciół. Nie możemy generalizować pewnych zjawisk, mówić, że zwierzęta na wsi czy w mieście są traktowane źle czy dobrze. Pamiętajmy, że ten projekt ustawy dotyczy zarówno obszarów wiejskich, jak i miast, bo w miastach też są domy, też są psy, więc nie można tego rozróżniać. Dlatego myślę, że nasz dalszy udział jako ministerstwa w tym procesie legislacyjnym będzie taki, jaki był wcześniej. Państwo zdecydujecie – czy my zdecydujemy, bo również jestem posłem – o tym, jaki będzie ostateczny kształt tejże ustawy – to wystąpienie wiceministra rolnictwa Jacka Czerniaka, podsumowujące debatę.














