Szczepienia są wykonywane tylko w ognisku, w gospodarstwach kontaktowych.
fot. caro1105 z Pixabay
Szczepienia są wykonywane tylko w ognisku, w gospodarstwach kontaktowych.
fot. caro1105 z Pixabay
Pryszczyca – ile możemy stracić?
Dlaczego tak ważne jest niewpuszczenie do Polski wirusa pryszczycy?
– Jeśli chodzi o ceny bieżące, to w przypadku produkcji zagrożonej pryszczycą mówimy o 55 miliardach zł: 26 miliardów – mleko, 19 miliardów – trzoda chlewna, 9,5 miliarda – bydło – mówił w senackiej Komisji Rolnictwa wiceminister Jacek Czerniak. Dodatkowo groźne byłoby wstrzymanie eksportu:
– 58 krajów importuje z Polski produkty mleczne, 27 – wieprzowinę i produkty wieprzowe, 35 – wołowinę i produkty wołowe. Ja nie mówię, że tak się stanie, ale te kraje mogą wprowadzić zakaz sprowadzania naszych towarów po ewentualnym – oby tak nie było – pojawieniu się pryszczycy w Polsce.
Czy możliwe są szczepienia?
Są, ale są one specyficzne.
– Wszystkie zwierzęta, które zostaną zaszczepione, muszą zostać uśmiercone – tłumaczył zastępca Głównego Lekarza Weterynarii Paweł Meyer. – To jest bardzo ważne, o tym trzeba pamiętać. Jeżeli chodzi o szczepienia, szczepionki te są przeznaczone dla bydła i świń. Przed zastosowaniem takiej szczepionki musi być przeprowadzone sekwencjonowanie wirusa, tak aby szczepionka była skuteczna, ukierunkowana na wirusa w danym ognisku choroby. Tak też działo się na terenie Węgier i Słowacji. Przed pozyskaniem szczepionki z Niemiec przeprowadzono sekwencjonowanie i sprawdzono, czy szczepionka będzie skuteczna. Ponieważ wyniki zgadzały się z właściwościami szczepionki, została ona zastosowana.
Jak podkreślał Paweł Meyer, „szczepienia są wykonywane tylko i wyłącznie w ognisku, w gospodarstwach kontaktowych. Wykonuje się je przed uśmierceniem zwierząt, w celu zapobieżenia rozprzestrzenianiu się choroby na inne gospodarstwa, inne zwierzęta”.
Jaka kwarantanna?
Senatorowie wskazywali, że przewożenie zwierząt po kraju jest ryzykowne i pytali, czy możliwe jest organizowanie kwarantanny zaraz po przekroczeniu granicy.
Wiceminister Czerniak wyjaśniał, że obserwacji były poddane zwierzęta ze Słowacji przeznaczone do dalszej hodowli i sprowadzone jeszcze przed wykryciem choroby. Kwarantanna dotyczy tylko tych zwierząt, które są dalej hodowane. A pozostałe?
– One idą do rzeźni, wiadomo. No, zostaną ubite. Chodzi o zwierzęta hodowlane, tak – potwierdzał wiceminister.
Dopytywany, czy możliwe jest przeprowadzanie szybkich testów paskowych na granicy, zaprzeczył. Wykrycie choroby zajmuje kilka godzin – mówił.
Dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa Żywności i Weterynarii w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi Magdalena Bartosińska tak to tłumaczyła:
– Chciałabym tutaj powiedzieć, że cała ta operacja – mam na myśli stosowanie testów diagnostycznych – musi się odbywać w specjalnie do tego celu przystosowanym laboratorium. Chodzi o to, że tam się stosuje matryce, że nie można doprowadzić do niekontrolowanego uwolnienia wirusa. To muszą być specjalnie zabezpieczone laboratoria. Aktualnie mamy w kraju jedno takie laboratorium. Na wypadek konieczności zwiększenia liczby wykonywanych testów mamy te testy zabezpieczone. To jest robione w laboratorium specjalnej klasy – bodajże BSL-3 ono się nazywa – ze specjalnymi filtrami HEPA, ze specjalnym systemem odprowadzania powietrza, ze specjalnym systemem, który służy do odkażania ścieków, tak żeby zapobiec niekontrolowanemu uwolnieniu tego wirusa. A więc tutaj nie ma możliwości zastosowania takich szybkich testów paskowych. Co do tego, jak szybko stosowana jest diagnostyka, to muszę powiedzieć, że mieliśmy do czynienia z taką sytuacją, że trzeba było szybko przeprowadzić testy, by wykluczyć ryzyko zaistnienia tej choroby w Polsce. Próbki zostały pobrane o godzinie 21.00, może z minutami, a wyniki były już o 2.00 w nocy. Tak że ta diagnostyka jest stosunkowo szybka.
Jak zapewniono, w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych przygotowano rezerwę płynów dezynfekcyjnych i mat.














