Rolnik aktywny - w prowadzeniu księgowości?
Fot. Gerd Altmann z Pixabay
Rolnik aktywny - w prowadzeniu księgowości?
Fot. Gerd Altmann z Pixabay
Rolnik aktywny… w księgowości
Aktywność rolnika – do wykazania przez gromadzenie papierków, dokumentujących działalność rolniczą, czyli księgowość wprowadzona pod pozorem udowadniania tego, czego udowadniać nie trzeba. Dawno nie było tak absurdalnej próby rzekomego wzmacniania pozycji rolnika.
Czy można dojść do dobrego punktu, wychodząc z błędnych założeń na starcie?
Przedłożony wczoraj do konsultacji projekt ustawy o aktywnym rolniku – nazywający się pięknie i obiecująco: „o zmianie niektórych ustaw w celu wzmocnienia pozycji rolników aktywnych zawodowo” – świadczy o totalnym pomieszaniu pojęć. Zgodnie z uzasadnieniem, projekt zmierza do jednego celu, jakim jest „poprawa warunków prowadzenia działalności rolniczej oraz zapewnienie jej stabilności poprzez lepsze ukierunkowanie wsparcia na rolników aktywnych zawodowo, tj. takich, którzy faktycznie prowadzą działalność rolniczą i jest ona istotnym źródłem ich przychodów.” O tej „istotności przychodów” w projekcie nie ma jednak ani słowa. Mówi się o udowodnieniu „faktycznego prowadzenia działalności rolniczej”. W podtekście jest ograniczenie możliwości pobierania dopłat i wsparcia (w końcu nie można wykluczyć, że będzie np. jakaś pomoc krajowa) przez tych, którzy ziemię wydzierżawiają innym.
I jak zawsze, gdy co innego się zapowiada, a co innego robi, mamy typowe łapanie się prawą ręką za lewe ucho: otóż ci, którzy ziemię użytkują, będą musieli to udowodnić, występując o wsparcie. Zrobią to, poddając się weryfikacji „na podstawie minimalnych kosztów ponoszonych na działalność rolniczą lub przychodów z działalności rolniczej, przy czym rolnik miałby możliwość wyboru sposobu udowodnienia prowadzenia tej działalności. Jednocześnie zaproponowano, aby wysokość poniesionych kosztów lub uzyskanych przychodów odnosiła się do wielkości gospodarstwa z roku poprzedzającego rok złożenia wniosku.” Reszta w sferze domniemań: „Minister właściwy do spraw rozwoju wsi określi, w drodze rozporządzenia:
1) wysokość kosztów prowadzenia działalności rolniczej przez rolnika oraz przychodów ze sprzedaży wytworzonych przez niego produktów rolnych uznawaną za odpowiednią do wielkości gospodarstwa,
2) wykaz dokumentów potwierdzających poniesienie przez rolnika kosztów prowadzenia działalności rolniczej oraz uzyskania przychodów ze sprzedaży wytworzonych przez niego produktów rolnych
– mając na względzie ceny środków produkcji rolnej oraz ceny produktów rolnych, a także zabezpieczenie przed nieuzasadnionym przyznaniem pomocy.”
Księgowość wchodzi bocznymi drzwiami?
Czyż to nie genialne? Wystarczy zebrać np. faktury, wprowadzić je do systemu informatycznego ARiMR (za 640 tys. dostosowanego do tego celu) – i gotowe. Nawet i z tego – bagatelnego, przyznają Państwo, bo cóż tam znaczy taki obowiązek gromadzenia dowodów działalności i wprowadzania ich do systemu informatycznego ARiMR – udowadniania aktywności można będzie zrezygnować, jeśli tę aktywność udowodniliśmy już wcześniej, np. dokumentując posiadanie zwierząt.
Nasuwa się szereg pytań. Jaki jest związek z posiadaniem 0,3 DJP na ha z dopłatami do hektara? Nie ma, ale co z tego? A czy rolnikowi nie wolno wykorzystać tego, co urośnie mu na polu, tak jak zechce – np. obdarowując rodzinę albo sąsiadów (od nich też wolno przecież otrzymać coś w zamian, niekoniecznie na fakturę) czy spasając? Przecież wolno… to znaczy wolno było wcześniej, teraz trzeba będzie mieć faktury, bo straci się dopłaty.
Ministerstwo proponuje absurdalne postępowanie w celu absurdalnego udowadniania zbędnych faktów.
Zamiast domniemania, że posiadacz ziemi prowadzi na niej działalność, co daje mu prawo do dopłat, mamy obowiązek księgowego udowodnienia prowadzenia działalności – albo przez wykazanie kosztów, albo dochodów.
Nie prościej byłoby oznajmić po prostu, że sytuacja dojrzała do nałożenia obowiązku prowadzenia księgowości w gospodarstwie? Jakoś nikt nie ma odwagi zrobić tego od lat. Teraz proponuje się rachunkowe postępowanie rzekomo w celu udowodnienia czegoś, czego udowadniać wcale nie trzeba.
Rolnik pozbiera stertę papierów i wprowadzi je do systemu. ARiMR zweryfikuje te dokumenty i zatwierdzi status aktywnego rolnika. Szczegóły będą w rozporządzeniu. Na razie nie ma nawet jego projektu.
Nie można wykluczyć, że właściciel ziemi, wydzierżawiając ją, będzie wymagał od użytkownika gruntu przekazywania sobie wszelkich dowodów prowadzenia na nim działalności.
I cały ministerialny zamach na darmo.
Nic nie stoi na przeszkodzie, aby właściciel ziemi robił z nią i na niej – za pośrednictwem tego, kogo zechce – to, co zechce. Ten projekt tego nie powstrzyma. Aktywność użytkownika ziemi będzie jednak musiała być wzmożona i obejmować także prowadzenie – chociaż częściowej, obejmującej koszty lub dochody – księgowości.
I oto pokazało się drugie dno, wtedy gdy wydawało się już, że niżej nie ma nic.
Projekt nie ustrzeże rolników przed pozbawianiem ich dopłat przez właścicieli ziemi. Projekt zmierza do wprowadzenia księgowości – co wcale zresztą nie musi być złe, ale co należało powiedzieć, zamiast opowiadać bajki o zdążaniu do „wzmocnienia pozycji rolników aktywnych zawodowo”.
Nie tędy droga.
Jeśli faktycznie to przygotowanie tego projektu sprawiło, że Krajewski został ministrem, to… Siekierski wróć!














