Jak sprawić, aby spółki wodne mogły działać?
Fot. MabelAmber z Pixabay
Jak sprawić, aby spółki wodne mogły działać?
Fot. MabelAmber z Pixabay
Spółki wodne mogłyby działać?
Kolejny rok nie przyniósł zmian w funkcjonowaniu spółek wodnych – i nic nie wskazuje na to, aby komukolwiek spędzało to sen z powiek.
Ministerstwo Infrastruktury czas jakiś temu zapowiadało zmiany:
Teraz już nie zapowiada.
Wynika to z odpowiedzi udzielonej właśnie Krajowej Radzie Izb Rolniczych na pismo sprzed miesiąca, postulujące zwiększenie dostępu do informacji i zwiększenie możliwości prowadzenia prac przez spółki.
Wszystko to okazuje się nie do wykonania, chociaż Ministerstwo Infrastruktury docenia przekazane uwagi i zamierza je wykorzystać. Kiedy? Nie podano.
„(…) obecnie w Ministerstwie Infrastruktury nie są prowadzone działania legislacyjne, które wdrażają propozycje Krajowej Rady Izb Rolniczych wskazane w piśmie z 19 maja 2026 r. Niemniej jednak przeprowadzono szczegółową analizę zgłoszonych postulatów, tj:
1) zapewnienie spółkom wodnym dostępu do danych z ewidencji gruntów i budynków w zakresie niezbędnym do realizacji ich ustawowych zadań;
2) ustanowienie mechanizmu automatycznego informowania spółek wodnych o zmianach właścicieli nieruchomości objętych działalnością tych podmiotów;
3) zapewnienie odpowiedniego prawa do wstępu na teren prywatnych gruntów w celu wykonania prac konserwacyjnych w przypadku braku zgody właściciela tego gruntu.”
Dostęp do danych może zapewnić prowadzące ewidencję gruntów i budynków Ministerstwo Rozwoju i Technologii. Natomiast kwestia informowania o zmianie właścicieli „może odnosić się do nałożenia w tym zakresie obowiązków na następców prawnych członków spółki wodnej lub organów publicznych, w szczególności sądów powszechnych i notariuszy. W przypadku następców prawnych członków spółki wodnej regulacja ta wydaje się zasadna do wprowadzenia, po doprecyzowaniu kwestii technicznych, takich jak np. wskazanie podmiotów mających obowiązek informowania o wprowadzonych zmianach oraz określenie ewentualnych sankcji za naruszenie takiego obowiązku. Z kolei objęcie przedmiotową regulacją organów publicznych mogłoby wymagać zabezpieczenie dodatkowych środków w budżecie państwa oraz wydłużenia czasu trwania proponowanych procedur.”
A trzeci postulat – dostęp do gruntów bez zgody właściciela – to już sprawa bardzo trudna, jak się okazuje (a izba wskazywała na taką potrzebę w sytuacji prowadzącej np. do podtopień przy wstrzymaniu prac przy odmulaniu na fragmencie rowu). Dlaczego trudna? Z pewnością do wykonania, ale wymagałoby to aktywności. MI pisze tak:
„ze względu na konstytucyjną ochronę prawa własności (art. 31 ust. 3 Konstytucji RP), ewentualne zmiany legislacyjne wymagałyby zachowania zasad proporcjonalności ingerencji w prawo własności i szczegółowego określenia trybu dostępu do takich gruntów. Oznacza to, że ustawa ograniczająca to prawo musi przejść trzyetapowy test:
1) Przydatność (celowość): Ograniczenie musi służyć ochronie ważnego interesu publicznego (np. bezpieczeństwo państwa, ochrona środowiska, zdrowie publiczne lub porządek publiczny);
2) Konieczność (niezbędność): Środek ograniczający musi być absolutnie niezbędny do osiągnięcia założonego celu. Nie można osiągnąć tego samego rezultatu za pomocą innych, mniej uciążliwych dla właściciela środków;
3) Proporcjonalność sensu stricto: Korzyści wynikające z ograniczenia prawa własności muszą pozostawać w odpowiedniej (proporcjonalnej) wadze do ciężarów nakładanych na obywatela. Ograniczenie nie może być nadmierne.”
Dlaczego wobec tego nie uruchomiono tego „trzyetapowego procesu”? Tego już nie podano.
MI podziękowało tylko za ostatnie i wcześniejsze propozycje, które „zostaną wzięte pod uwagę w dalszych analizach przy ewentualnej nowelizacji ustawy z dnia 20 lipca 2017 r. – Prawo wodne w zakresie spółek wodnych.”
„Ewentualna nowelizacja” to najwyraźniej odległa możliwość. Kogo nie boli… tego ani susza ani powódź do działania nie skłoni…














